Tajemnicze wyspy Jeziora Góreckiego

You are currently viewing Tajemnicze wyspy Jeziora Góreckiego

Jezioro Góreckie, perła Wielkopolskiego Parku Narodowego (w skrócie WPN), zachwyca spokojem i malowniczym krajobrazem. Jednak to, co najmocniej pobudza wyobraźnię odwiedzających, wyrasta wprost z tafli jego czystej wody – dwie tajemnicze wyspy, z których każda opowiada inną historię. Choć wstęp na nie jest zabroniony ze względu na ochronę przyrody, spacer brzegiem jeziora lub przystanek na platformie widokowej wystarczą, by dać się porwać ich niezwykłemu urokowi i posłuchać, o czym szumią okoliczne drzewa.

Wyspa Zamkowa – kem lodowcowy

Większa i bardziej znana z wysp, Wyspa Zamkowa (zwana też wschodnią), ma powierzchnię 1,25 ha i jest prawdziwym fenomenem przyrodniczo-historycznym. Jej geneza sięga ostatniego zlodowacenia. W sensie geomorfologicznym jest ona pagórkiem kemowym – formą terenu utworzoną z piasków i żwirów osadzonych w zbiorniku wodnym powstałym w bryłach topniejącego lądolodu, który odcisnął niemałe piętno na terenach obecnego WPN. Gdy lodowiec ustąpił, osad pozostał jako strome wzniesienie. Kemowe garby zazwyczaj mają kształt stożka i są często zamaskowane przez porastający las.

Wyspa wznosi się około 12 metrów ponad lustro wody, ale jej całkowita wysokość – mierzona od dna jeziora – jest niemal dwukrotnie większa. Strome stoki, szczególnie od strony zachodniej, czynią ją wyraźnie widoczną z wielu punktów widokowych, zwłaszcza z czerwonego szlaku biegnącego zachodnim brzegiem jeziora.

Romantyczny zameczek i burzliwe dzieje

Największą sławę Wyspa Zamkowa zawdzięcza ruinom neogotyckiego zamku, wzniesionego w latach 1824–1825 przez hrabiego Tytusa Działyńskiego (ówczesnego właściciela Zamku w Kórniku i założyciela Arboretum Kórnickiego) jako ślubny dar (!) dla swej siostry Klaudyny Potockiej. Była to pierwsza w Wielkopolsce romantyczna budowla o cechach gotyckich: z okrągłą wieżą, ostrołukowymi oknami, niewielkimi okienkami przypominającymi otwory strzelnicze i kamiennymi herbami wmurowanymi w fasadę. Przy jednym z okien znajdował się mały balkon wsparty na konsolach, z którego można było podziwiać wspaniałą panoramę jeziora. Zamek był dwukondygnacyjny, podpiwniczony i przystosowany do całorocznego zamieszkania, o czym świadczą zachowane do dziś ślady pieców i kominków. Otoczeniu nadano charakter parkowo-spacerowy, sadząc różne gatunki drzew obcego pochodzenia, m.in. ajlanta gruczołowatego. Z pobliskiego Trzebawia, również należącego do Potockich, na wyspę przeprawiano się łodzią, a zimą – po lodzie.

Po swym ślubie z Bernardem Potockim Klaudyna mieszkała na wyspie przez kilka lat. Szczęście młodego małżeństwa w tym urokliwym zakątku nie trwało jednak długo. Wybuch powstania listopadowego w 1830 roku sprawił, że Tytus wraz ze swoim szwagrem Bernardem udał się do Warszawy, by chwycić za broń. Tuż za nimi podążyła Klaudyna, aby razem z Emilią Sczaniecką nieść pomoc rannym powstańcom. Po upadku powstania rodzina została zmuszona do emigracji i już nigdy nie powróciła do swojego majątku. Klaudyna, odznaczająca się wątłym zdrowiem, zmarła na obczyźnie w Genewie w 1836 roku.

Być może w opuszczonym zameczku zamieszkaliby inni przedstawiciele rodu Działyńskich, gdyby nie rok 1848 i Wiosna Ludów, podczas której budynek został zniszczony przez wojska pruskie, które podejrzewały, że mieści się tu siedziba rządu powstańczego. Ówczesny Komitet Narodowy, faktycznie sprawujący władzę rządu powstańczego, nigdy jednak na wyspie nie rezydował. Budowla nie została odbudowana i stopniowo popadła w ruinę, stając się jednym z najbardziej romantycznych i tajemniczych miejsc w WPN.

Legendy znad wody

Szum drzew na Wyspie Zamkowej niesie także starsze opowieści. Według legendy, jeszcze przed zameczkiem Działyńskiego stała tu średniowieczna warownia feudalnego rodu Górków, zdobyta i zniszczona przez Szwedów w czasie „potopu”. Ostatni z tego możnego rodu, okrutny utracjusz i hulaka Stanisław Górka herbu Łodzia, miał więzić w niej swoje żony, za co trafił prosto do piekła, gdzie musi przez wieczność zamiatać piekielny bruk. Raz w roku jednak, gdy nad Góreckim przechodzi nawałnica, upiór Stanisława Górki powraca na ziemię i szuka swego zamku. Nie znalazłszy go wzdycha żałośnie, na co złe duchy, obsiadujące drzewa w postaci kruków kraczą złowieszczo. O północy wszystko znika.

Przyroda pod ścisłą ochroną

Wyspa Zamkowa objęta jest ochroną ścisłą i stanowi ważną ostoję ptaków. Szczególnie upodobały ją sobie kormorany czarne, które założyły tu liczną kolonię. Ich obecność ma jednak swoją cenę – bogate w związki azotu i fosforu odchody niszczą drzewa, przyczyniając się do ich obumierania. Białe naloty na martwych gałęziach są dziś jednym z najbardziej charakterystycznych elementów krajobrazu wyspy. W przeszłości rosły tu sędziwe dęby szypułkowe o obwodach przekraczających 6 metrów, jednakże zawieruchy wojenne położyły im kres.

Nowoczesna technologia w służbie historii

Choć wstęp na wyspę jest zakazany, jej tajemnice można dziś poznawać dzięki nowoczesnym technologiom. W marcu 2025 roku ruiny zamku zostały zeskanowane laserowo w technologii LiDAR (termin LIDAR pochodzi od angielskiego akronimu, utworzonego od wyrażenia: Light Detection and Ranging), co pozwoliło stworzyć precyzyjny trójwymiarowy model budowli. To metoda, która działa na zasadzie pomiaru odległości za pomocą światła laserowego. Uzyskane dane służą zarówno celom naukowym i konserwatorskim, jak i edukacyjnym – planowane są m.in. modele drukowane w 3D, dostępne także dla osób z niepełnosprawnością wzroku.

Kopczysko – bagienna wyspa pełna dawnych wierzeń

Druga z wysp, Kopczysko, jest mniejsza (ok. 0,7–0,85 ha), niska i bagnista, a pierwotnie prawdopodobnie nie wynurzała się ponad powierzchnię Jeziora Góreckiego. Podobnie jak Wyspa Zamkowa, ma ona fundament kemowy, gdyż powstała w rynnie polodowcowej, gdzie przez setki lat gromadziły się liczne bryły i płaty zanikającego lądolodu. Przez kolejne tysiąclecia ten podwodny kem, jako strefa płytkowodna jeziora, był miejscem wzrostu roślinności wodnej i gromadzenia się jej szczątków, umożliwiając następnie rozwój roślinności lądowej i ostatecznie tworząc wyspę o charakterze organicznym, miejscami torfowym. Dziś porastają ją olchy, wierzby oraz gęste szuwary, a jej powierzchnia tylko nieznacznie wznosi się ponad wodę.

Kopczysko od dawna pobudzało wyobraźnię. Stara legenda głosi, że w średniowieczu istniał tu kopiec z gontyną, czyli pogańską świątynią, w której poganie spotykali się na wróżbach i modlitwach do swoich bóstw. Po zaprowadzeniu w Polsce chrześcijaństwa obok kopca miał stanąć kościół, jednak został on złupiony i spalony podczas reakcji pogańskiej po śmierci Mieszka II. Wówczas miejsce to zapadło się pod ziemię i zalała je woda, pozostawiając jedynie wystającą wyspę. Do dziś niektórzy twierdzą, że w ciszy nocnej słychać stąd dźwięk dzwonów spalonego kościoła – w rzeczywistości najpewniej jest to głos bąka, skrytego w trzcinowiskach ptaka z rodziny czaplowatych o donośnym, dudniącym odgłosie.

Spacer pełen wrażeń

Wielkie atrakcje krajobrazowe Jeziora Góreckiego – jego wyspy – najlepiej poznawać z dystansu: z leśnych ścieżek, pomostów i punktów widokowych. To właśnie ta niedostępność sprawia, że zachowały one swój dziki, niemal baśniowy charakter. Dla turysty to idealne miejsce na chwilę zadumy, spotkanie z przyrodą splatającą się z historią i legendą, a wszystko to w sercu parku narodowego.

Sposoby dotarcia w okolice wysp na Jeziorze Góreckim

należy dojechać do drogi nr 306 Stęszew-Buk i udać się w lewo na Stęszew, potem drogą nr 311 w kierunku Poznania, między Dębienkiem a Rosnówkiem trzeba skręcić w prawo w lokalną drogę do  Trzebawia; następnie leśną drogą do wioski Jeziory, w której wjeżdżamy na moment na lokalną drogę tzw. Greiserówkę; przejeżdżamy obok dyrekcji parku narodowego do pobliskiego dużego parkingu turystycznego, łącznie około 23 km

 drogą leśną w kierunku Tomic, skąd znakowanym pomarańczowo Pierścieniem Rowerowym dookoła Poznania do Stęszewa; dalej obok leśniczówki Łódź i przez wieś Górka dojeżdżamy do centrum WPN; Uwaga: ze względu na duży ruch turystyczny i ochronę przyrody obowiązuje zakaz jazdy rowerem wzdłuż czerwonego szlaku pieszego prowadzącego brzegiem Jeziora Góreckiego; należy jechać cały czas prosto obok obszaru ochrony ścisłej „Grabina”, minąć Głaz Jaśkowiaka i po kilkuset metrach skręcić w lewo za znakami łącznikowego czerwonego szlaku rowerowego (musimy zjechać z pierścienia rowerowego), którym dojedziemy do Jezior; ok. 22-23 km; można wrócić drogą leśną przez Trzebaw i dalej do Stęszewa i Skrzynek, około 20 km (przejazd w obie strony około 42-43 km)

pociągiem z pobliskiej stacji Otusz do stacji Poznań Główny, na której należy przesiąść się w pociąg jadący w kierunku Wolsztyna i wysiąść na stacji Trzebaw-Rosnówko, albo w kierunku Wrocławia i wysiąść w Puszczykówku; należy jednak wziąć pod uwagę dość długi czas dojazdu w obie strony, ponadto od każdej z wymienionych stacji dojście do jeziora to dystans około 5 km

Tekst i fot. Bartosz Świątek